Pamiętasz, gdy byłeś mały i podczas odwiedzin u cioci za każdym razem padało pytanie „Kim będzie, gdy dorośniesz”? Sama lubiłam je słyszeć – zawsze miałam odpowiedź (funny fuct: nigdy nie chciałam być weterynarzem ani księżniczką  jak wszystkie dziewczynki). I chyba trudno znaleźć dziecko, które czułoby się przez to pytanie niekomfortowo. Sytuacja wygląda jednak inaczej, gdy jesteś w liceum czy technikum i ciocie pytają, na jakie idziesz studia, czy już się zdecydowałeś, gdzie będziesz pracował. Dla osób z planem na siebie lub choćby jego zalążkiem to nic takiego, może tylko męczyć powtarzanie tej samej odpowiedzi czy tak jak w moim przypadku zwrotu „nie, babciu, nie zmieniłam zdania”.

Wielu młodych kompletnie nie wie, co ze sobą zrobić, gdzie dalej pójść, czym się zająć. Też jesteś w tej stresującej sytuacji i masz wrażenie, że coś komuś zrobisz (albo sobie), jeżeli jeszcze raz usłyszysz „no to już się zdecydowałeś na coś”?

Pomyśl o tym, dlaczego nie możesz czy też nie umiesz wybrać. Ja, rozmawiając ze znajomymi, sporządziłam listę powodów, dla których trudno wybrać dla siebie dalszą drogę.

Nie wiem, jaki jestem

To jedna z podstawowych wymówek. Nie każdy zna się na psychologii i nią  interesuje, ale nie jest to wcale potrzebne. Znajomość samego siebie nie oznacza opisywania siebie według jakichś typów i klasyfikacji. Jeśli zrobisz sobie test np. MBTI i zapamiętasz swój typ, ale nie będziesz rozumiał, co z tego wynika, to na niewiele się to zda. Jednak takie kategoryzowanie może pomagać nam spojrzeć na siebie jako całość (stąd też w doradztwie zawodowym stosowanie testów predyspozycji zawodowych, które często wskazują bardzo ogólnie, do której grupy zawodów bardziej się nadajemy – również ze względu na nasz charakter).

Kilka pytań do Ciebie: łatwo cię zdenerwować? Potrzebujesz samotności, lubisz ją? Masz wielu przyjaciół czy jednego zaufanego, a może ukochaną paczkę? Zawsze dajesz z siebie 100% czy jesteś starasz się tylko, gdy na czymś bardzo ci zależy? Jesteś kreatywny czy wolisz podążać określony schematem, a może i tak i tak – np. lubisz wymyślać nowe rzeczy, ale tylko w ramach pewnych granic?

Zgaduję, że odpowiedziałeś na te pytania. Co to pokazuje? Że znasz siebie! Nic dziwnego, że gdy pada pytanie „jaki jesteś”, zaczynasz się jąkać. Trudno określić, co warto powiedzieć, co jest najważniejsze. Ale znasz siebie, choć może w pierwszej chwili masz w głowie pustkę.

W uporządkowaniu informacji o sobie może pomóc również wypisanie sobie cech i zdolności, które masz: co jest twoją wadą, co zaletą, jakie masz umiejętności, a jakie posiadasz tylko w niewielkim stopniu (umiejętności to nie tylko gotowanie czy gra aktorska, ale również słuchanie, szukanie informacji, wspieranie innych, oceniania postępu prac…)

 

Nie wiem, co lubię, do czego się nadaję vel Do niczego się nie nadaję

Kiedy przedstawiamy się na różnego rodzaju warsztatach, zawsze trzeba powiedzieć, jak się nazywamy i czym się interesujemy. Co wymieniasz w tej sytuacji? Dziedziny, które ogólnie lubisz, np. biologię albo czynności, które sprawiają ci przyjemność, np. czytanie książek? A może coś konkretnego jak historia, ale dokładnie XX-wieku czy mody albo hodowanie ptaszników?

Niektórzy mówią, że niczym się nie interesują. I to jest w porządku – nie każdy jeszcze znalazł swoje hobby albo nie każdy aż tak się mu oddaje, by codziennie coś robić z nim związanego i nie móc zasnąć przez nadmiar pomysłów. Posiadanie ogólnego zainteresowania jak książki czy śpiewanie albo lubienie czegoś, ale nie poświęcanie temu ogromnej części życia, nie jest niczym złym. Hobby może stać się źródłem utrzymania lub choćby drogowskazem w wyborze drogi zawodowej, ale może też być odskocznią od codziennych obowiązków (nie dajmy się propagandzie rozwoju i przekuwania wszystkiego w biznes, błagam).

Pomyśl teraz o tym, co LUBISZ. Nie tylko czym się interesujesz. Po prostu co sprawia ci radość. Może nie możesz wysiedzieć w szkolnej ławce, kiedy jest tak piękna pogoda i większą część dni wolnych spędzasz na świeżym powietrzu? To daje ci informację, że praca za biurkiem nie jest dla ciebie. A może uwielbiasz pić herbatę w chłodne, jesienne wieczory, ale niektóre kubki niesamowicie cię irytują, bo są niezgrabne, za grube (przez co nie czujesz przyjemnego ciepła, gdy obejmiesz naczynie)? A gdyby tak projektować własne kubki?

Wszyscy na mnie naciskają

Istnieje chyba naprawdę niewiele rzeczy bardziej irytujących niż ludzie, którzy naciskają, byś podjął decyzję. Cieszę się, że właśnie skończyłam szkołę, bo już niedługo skończy się adresowaniem do mnie pytań pod tytułem „I co, zdecydowałaś? Zmienił ci się pomysł? Na co w końcu idziesz, dalej chcesz na to samo?”. Ja wiem, co odpowiedzieć i mam dość takich gadek. Co dopiero musi przeżywać osoba, która nie wie, co chce robić po skończeniu szkoły i bardzo się przez to denerwuje, bo przecież czasu coraz mniej, a jeszcze wszyscy ci przypominają, żebyś się wreszcie na coś zdecydował, mimo że wiesz, że powinieneś, i tylko bardziej cię nakręcają.

W takim wypadku najlepiej uciąć rozmowy. Nie strzelać fochem, ale powiedzieć bliskim, że rozumiesz i doceniasz ich ciekawość i troskę i wiesz, że zaraz trzeba będzie składać podanie o przyjęcie na studia, ale jeszcze nie wiesz, na jakie chcesz iść albo czy w ogóle i że gdy tylko się zdecydujesz, od razu im powiesz.

Druga kwestia – daj sobie samemu spokój. Tak, to straszne, zostało tak mało czasu, musisz wybrać, ple ple. Ale co ci da panikowanie? No, słucham?

Ano. A coś z pozytywów, bo pewnie pomyślałeś tylko o stresie i innych nieprzyjemnych uczuciach? Nic? No to po co tak spinasz?

O tym, jak wybrać dalszą drogę, napiszę w innym poście. J

 

Tych kierunków jest za dużo

Mówi się, że od przybytku głowa boli, ale ja bym z tym polemizowała. Czasem trudno jest wybrać szkołę czy profil, a co dopiero kierunek! Niektórzy mają o tyle ułatwioną sytuację, że wiedzą, że idą w coś biologiczno-chemicznego albo ścisłego, ale wcale nie jest to takie oczywiste (że się wie). Gdyby przeglądać wszystkie kierunki, można dostać oczopląsu i rozstrojenia. Warto poszperać i sprawdzić, czym jest np. humanistyka drugiej generacji i czy by nam odpowiadała, ale prawdopodobnie łatwiej będzie już na starcie określić, w jakim kierunku chcecie iść – humanistyczne czy ścisłe, językowe czy techniczne czy artystyczne itp.

 

Ten kierunek brzmi dobrze, ale nie wiem, co mogę po nim robić

Dzisiaj dąży się do specjalizacji i zawężania ścieżek kształcenia – ma to oczywiście swoje plusy i minusy. Pojawiło się tyle kierunków o dziwnych nazwach, że ludzie nie wiedzą, o co się w ogóle rozchodzi. Behawiorystka zwierzęca, humanistyka drugiej generacji, event menagment, studia skandynawsko-bałkańskie… Opisy kierunków pisane są przez wprawnych copywriterów, więc choć nie interesuje mnie Skandynawia, na ten ostatni kierunek chętnie bym się wybrała. Jak nie wpaść w pułapkę fajnie brzmiącego kierunku? Po pierwsze dokładnie zorientować się, co jest w programie kształcenia, jakie są jego efekty i gdzie można znaleźć zatrudnienie z nabytymi zdolnościami i wiedzą. Czy jest w tym coś, w czym myślisz, że się odnajdziesz? Czy jest to związane z tym, czym się interesujesz, co lubisz, czego potrzebujesz i chcesz od swojej pracy? Podoba ci się, ciekawi cię – czy znudzi ci się po pierwszych dwóch miesiącach?

Kierunki powstają nie po to, by nikt na nie uczęszczał, nawet jeżeli brzmią egzotycznie. Szkopuł tkwi w tym, by nie iść na studia na chybił-trafił (i ta zasada tyczy się i tych „dziwnych”, i „normalnych” kursów). Co innego, gdy nie jesteś do końca pewien, ale chcesz spróbować. 😉

 

A Wy, jaką macie wymówkę przed wgłębieniem się w siebie i podjęciem decyzji co do wyboru dalszej drogi? Co z opisanych przeze mnie problemów jest dla was najtrudniejsze, a może coś jeszcze sprawia wam problem? Piszcie!

**

PS Nie, nie uważam studiów za jedyną ani najlepszą drogę po szkole. Po prostu wpis dotyczy wyłącznie wyboru studiów – planuję również inne. 😉

  • Wielkim dramatem jest właśnie też to jak umiemy dużo rzeczy, ale w żadnej nie jesteśmy…najlepsi(?) przez co nie wiemy w która stronę się udać i czujemy się że nic nie osiągniemy. Nieprawda! Ludzie wszechstronni są najlepsi i najlepiej sobie radzą. (;
    Pozdrawiam,
    L.Q.

    • maja

      Słusznie! Fakt, jeśli jest się dobrym we wszystkim, to tak naprawdę w niczym, ale te liczne umiejętności najlepiej łączyć – chociażby pisząc specjalistycznego bloga. 🙂 Dzięki za podzielenie się myślą! 🙂

  • ja wybrałam źle studia, których w rezultacie nie skończyłam wyjeżdżając do pracy za granicę 🙂 pewnie jak wrócę do Polski to skończę je, albo rozpocznę bardziej przydatne mi do życia i do mojego zawodu, ale póki co widzisz. Często dopiero na 1 roku orientujesz się, że źle wybrałaś, albo jak rozpoczniesz najlepszą pracę swojego życia totalnie nie związaną z kierunkiem studiów i myślisz sobie kur… czemu właśnie tego się nie uczę i nie zdobywam dyplomu pod tak fajny zawód. Dlatego według mnie najpierw praca – potem papier z kwalifikacjami 🙂 Podsumowując – żałuję, że musiałam wybierać kierunek studiów w tak gówniarskim wieku nie znając swoich umiejętności menadżerskich w pracy i idąc na dziennikarstwo, które okazało się nauką o filozofii, historii i polityce. Jakbym miała jeszcze raz wybrać wiedząc co potrafię, byłoby to właśnie zarządzanie zasobami ludzkimi, psychologia biznesu – coś w ten kierunek 😉 i pewnie też na to pójdę po powrocie 🙂

    • maja

      Super, że piszesz i dzielisz się doświadczeniem, dzięki! Mnie pewnie jeszcze wezmą takie przemyślenia za jakiś czas. 🙂 Twoja historia pokazuje dobrze kilka rzeczy – raz, że jesteśmy w nieodpowiednim wieku, dwa – że takiego dobrego wieku chyba nigdy nie ma, bo i nie znamy dobrze siebie, bo i nie ma gdzie siebie sprawdzić i odkryć naszych umiejętności, i jest duży dysonans pomiędzy oczekiwaniami wobec kierunku a rzeczywistością. W przypadku dziennikarstwa – wielu myśli, ze od raz będzie robić w gazecie czy TVNie, ale do tego potrzeba ogromnej wiedzy o świecie – w zasadzie większość kierunków wymaga nauki wielu rzeczy nie od razu kojarzących się z „właściwym” zawodem. Powiedziałaś, że najpierw praca, potem kwalifikacje – zgodzę się z tym, ale częściowo. Każda praca pozwala dostrzegać różne rzeczy, ja ze swoich pierwszych wyciągam dużo na temat tego, co mi odpowiada a co nie, ale z drugiej strony trzeba by chyba było przepracować z 10 lat i zmieniać stanowisko co 2 tygodnie, by dobrze się poznać. 🙂 Często też ludzie nie widzą, że różne potrzeby można realizować na różny sposób – chcesz uczyć? Okej, bądź nauczycielem. Ale możesz też po prostu w swojej firmie wdrażać nowych pracowników albo prowadzić szkolenia ze swojej działki.
      A cały problem tkwi w czym? W braku edukacji. Większość krajów europejskich ma w szkole, obok angielskiego, wf’u, WDŻ i wszystkich innych „doradztwo zawodowe”. A Polska zgrabnie wykorzystała zapis UE i każda szkoła ma obowiązek wyznaczyć nauczyciela, który przygotuje sobie program i się zajmie uczeniem młodych w szkole ponadgimnazjalnej o zawodach. I tak jak miałam na ten temat 2h lekcyjne w ramach WDŻ, a obie były próbną rozmową kwalifikacyjną, koniec. 🙂

  • Teraz ludzie myślą, że muszą być najlepsi bo świat idzie do przodu, jest wyścig szczurów. Szkoda, że w liceum nie ma bardziej ukierunkowania jaki kierunek wybrać na studiach. Przydałby się jakiś kurs czy coś.

    • maja

      Prawda – a myśl, że trzeba biec, bynajmniej do tego nie zachęca. Teoretycznie szkoły są zobowiązane do przeprowadzenia czegoś na zasadzie doradztwa zawodowego, ale wiadomo, jak to wychodzi… U nas była o tym tylko jedna godzina wychowawcza, a to jeszcze prowadzona przez ludzi z klasy, bo pani im kazała, więc w sumie to nie było o tym, jaki, a jak – jak działa rekrutacja. :/

  • Grace

    Kierunek studiów wybierałam 20 lat temu i z tej perspektywy mogę tylko doradzić, aby nie czynić z tej decyzji sprawy życia i śmierci. Kierunek zawsze można zmienić, można ciągnąć dwa kierunki, można uzupełnić wiedzę na studiach podyplomowych. Sam kierunek niczego nie gwarantuje i niczego nie przesądza.

  • Tak naprawdę niełatwo zdecydować, na jakie tory chce się skierować swoje życie, gdy się ma niespełna 20 lat. Ja podjęłam jedną słuszną i jedną bezsensowną decyzję, teraz wybrałabym zupełnie inny kierunek studiów. Ale mówią, że nigdy nie jest za późno, może kiedyś 😉