Wiele osób wie już, co chce robić w życiu, choćby mniej więcej. Marzymy o byciu lekarzami, dziennikarzami, elektrykami, zoofizjoterapeutami, zawodowymi tancerzami… Wiele z tych rzeczy czeka na realizację „w przyszłości”, bo większość zawodów wymaga jednak konkretnego wykształcenia, które nabyć możemy w szkole ponadgimnazjalnej, policealnej, na studiach czy choćby na kursie. I co, myślisz, że nic nie możesz teraz zrobić, bo np. jeszcze nie studiujesz wybranego kierunku albo nie masz uprawnień do wykonywania zawodu? Nic bardziej mylnego!

Jestem przeciwnikiem odkładania rzeczy na „kiedyś” czy „potem”. Okej, niektórych rzeczy nie można zrobić od razu i czasem sensowniej jest czekać. Nie wszystko się nawet da od razu – przecież nikt nie pozwoli ci brać udziału w operacji od tak, bo ty chcesz. Ale doświadczenie i wiedzę można zdobywać na różne sposoby, a im szybciej nauczymy się szukania sobie okazji do nauki, tym lepiej. Co zrobić, by wykorzystać ten czas, kiedy jeszcze nie możemy w pełni wykonywać wymarzonej pracy? Co możesz zrobić już dziś, by „jutro” – po studiach, po kursie, być naprawdę świetny w tym, co chcesz robić?

  

Szkoła i studia to nie wszystko

Najpopularniejszą metodą uczenia się jest uczęszczanie na lekcje i wykłady. I choć na pewno jest to dobra metoda, jeszcze przed studiami możesz się uczyć z innych źródeł. Nie trzeba szukać daleko – kursy i warsztaty. Chcesz być dziennikarzem? Może w twoim mieście organizowany jest kurs dla pisarzy kryminałów i choć twoim marzeniem nie jest wydawanie książek, to przecież każdy operujący słowem musi mieć lekkie pióro, więc może się zapiszesz? A może dołączysz do szkolnej gazetki? Zawsze to jakaś wprawa, a dzięki temu będziesz mógł się sprawdzić nie tylko jako redaktor, ale być może również korektor, edytor, wydawca, spec od promocji…

 

Czytaj

Ludzie przekazują sobie wiedzę. Jej cała masa zawarta jest w książkach. Być może nie przypadną ci do gustu lektury studentów czy jako przyszły tłumacz uśniesz nad oryginałem Szekspira, ale to nie jedyny wybór. Odpowiednie będą zarówno publikacje naukowe, jak i te popularno-naukowe.

Skąd brać lektury? Można kupować – jeżeli kogoś stać i ma potrzebę posiadania książek, które czyta (lub lubi w nich sobie zaznaczać ważne fragmenty – cudzych lepiej nie kolorować i nie zaginać im rogów, można stracić ręce i inne części ciała). Ale od czego są biblioteki? Szkolne, miejskie, uniwersyteckie… A może masz znajomego o podobnych zainteresowaniach, który mógłby ci coś pożyczyć?

Dobrym wyborem mogą też być e-booki – w Internecie znajdziecie masę darmowych. Ocenę wygody i jakości doznań z książką elektroniczną pozostawię waszej ocenie, ale wiem, że w przypadku płatnych e-booków są one najczęściej tańsze od ich papierowych odpowiedników.

Nie książki? Hej, są jeszcze magazyny specjalistyczne! Sama ostatnio zdziwiłam się, jak wiele jest gazet dotyczących przeróżnych dziedzin. Stałam w Empiku i nie mogłam się zdecydować, co kupić. 🙂

Ucz się od innych

Mówią, że trzeba uczyć się na błędach – również cudzych. Spójrz, czy w twoim otoczeniu nie ma kogoś, od kogo mógłbyś się czegoś nauczył. Niezależnie, czy będzie to specjalista w danej dziedzinie, amator z wprawą czy ktoś, kto dopiero zaczyna. Nawet jeżeli trafisz na osobę, która pozornie mniej zna się na temacie niż ty teraz, może ona wiedzieć coś, o czym ty nie miałeś zielonego pojęcia. Warto uczyć się od doświadczonych ludzi, ale równie pomocne mogą być rozmowy z ludźmi, którzy są na tym samym etapie, co my.

 

Szperaj w Internecie

Sieć pełna jest treści, mniej lub bardziej wartościowych. Blogi tematyczne, podcasty, tutoriale, filmiki na YT, artykuły… Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę swoje hobby i już zasypuje nas grad informacji. Po przejrzeniu kilku stron wyników (nie tylko 1. ;)) na pewno w głowie pojawi się choć trochę nowej wiedzy.

 

Próbuj

Najważniejsze – po prostu działaj. Sama od jakiegoś czasu, jak chyba wszyscy wiedzą, chcę być doradcą zawodowym. Ktoś mógłby powiedzieć, że nie powinnam się tu teraz wymądrzać, bo nie mam tytułu magistra ani żadnego wykształcenia, więc gie wiem. Tak, pewnie tak jest – coś wiem, ale mam wrażenie, że to za mało i nigdy nie będę wiedziała tyle, ile bym chciała. Nie mam właściwego wykształcenia, więc nie pracuję w Biurze Pośrednictwa Pracy Urzędu Miasta ani poradni psychologiczno-pedagogicznej. Ale to, że nie studiowałam, nie znaczy, że nie mam wiedzy. Ba, to tym bardziej zachęca mnie do próbowania swoich sił – póki co na dość „podwórkowym” gruncie. Dziś pomagam znajomym wybierać kierunek studiów, pracę po maturze. Ale dzięki temu kiedyś będę mogła być lepszym doradcą również dla nieznajomych. [link: Nie musi być od razu profesjonalnie.] Bez prób i po studiach nie będę świetna w swoim fachu. A dzięki temu, że teraz się ćwiczę, może za parę lat, gdy przybędzie mi w głowie jeszcze trochę teorii, będę tym lepsza w tym, co robię.

Nikt za mnie nic nie zrobi i choćby się bardzo starał, to nie wepchnie mi wiedzy do głowy siłą. A i sama teoria to za mało. Jeśli nie nauczymy się wychodzić ze strefy komfortu i PRÓBOWAĆ, rozwijać się na każdym etapie naszego życia (przed uzyskaniem praw do wykonywania zawodu, ale również po tym), to nie będziemy tego robić wcale. Będziemy bać się złożyć podanie o pracę, bo przecież nigdy nie mieliśmy z tym tak naprawdę styczności, bo nie mamy żadnego doświadczenia.

Ja próbuję już dziś zapracować na to, co będę miała za kilka lat. A Ty co robisz, by zawalczyć o swoje marzenia?

  • Aga

    Ja na razie jestem na etacie mamy, uczę się od dzieci, a one ode mnie. Ale myślę, że warto zdobywać wiedzę, ja bez książek i prasy nie istnieję. Pozdrawiam ciepło 🙂

    • maja

      Macierzyństwo to też praca, i to na pełen etat! Podziwiam, jak każdą mamę. 🙂 Tym bardziej, że znajdujesz choćby chwilę na czytanie – to też dobry przykład dla dzieci, bo od kogo mają się nauczyć dbania o swoje głowy, jak nie od rodziców już na samym początku?