Po ostatnim wpisie, który spotkał się z ciepłym przyjęciem i wieloma różnymi komentarzami, jeszcze więcej rozmyślałam o pasji, hobby. Myślę sobie: „wiem, co lubię”. I co, i dobrze mi z tym? Ha, nie, a wręcz odwrotnie!

Mam wrażenie, że tak naprawdę czasem nie do końca wiem, czym się interesuję. Też masz czasem takie wrażenie co do swoich zainteresowań? Gdy sam o tym rozmyślasz; albo gdy mówisz komuś, co cię interesuje, a on dopytuje, co dokładnie, a co najbardziej, a ty nie wiesz, co odpowiedzieć, bo lubisz coś, no, tak ogólnie i w ogóle.

Jeśli czasem czujesz się niezręcznie lub niepewnie, gdy próbujesz nazwać swoje zainteresowania, zapraszam cię, byśmy razem pomyśleli, skąd się to bierze – i co możemy z tym zrobić!

Często ludzie plączą się w zeznaniach, gdy dostają, czy to od nowych znajomych czy przyszłego pracodawcy, pytanie: CZYM SIĘ INTERESUJESZ? Zastanawia mnie, w czym tkwi problem powiedzenia „interesuje mnie x i y”. Czemu sama mam problem z mówieniem o kilku dziedzinach, które leżą w rejonie moich zainteresowań. Gdy o tym myślałam, znalazłam kilka powodów.

Interesuje mnie to, ale…

  • …boję się

Masz oryginalne, mało popularne hobby? A może interesuje cię coś znanego, ale od niedawna? Zauważyłam, że ludzie często boją się mówić o tym, co lubią. Albo się wstydzą (co w sumie jest połączone z lękiem i z niego wynika). Czy jest jakieś hobby, które ja osobiście uważam za słabe, żałosne, niegodne uwagi? Nic mi nie przychodzi na myśl. Myślę, że świat jest pełen niesamowitych rzeczy i dziedzin, w których można by się zakochać. Tak naprawdę może nas zainteresować wszystko – miałam znajomą, która zbierała żarówki (a może wciąż to robi) – różnej wielkości, różnego koloru. Po prostu trzymała je w szufladzie i lubiła oglądać, a zwłaszcza gdy przychodzili do niej znajomi. Ciekawiła ją ich różnorodność. Szalone? Ale fajne!

Jeśli boisz się, wstydzisz mówić o tym, co cię kręci, zastanów się – czemu? Dlaczego boisz się mówić o czymś, co sprawia ci frajdę? Może boisz się reakcji innych – jeśli tak, to kogo? Rodziny, znajomych, przełożonych? Dlaczego? Co mogą o tobie pomyśleć i jak to zmieni ich postrzeganie twojej osoby? A teraz tak realnie, bez ściemki – czy serio to pomyślą? A jeśli tak, to czy to na prawdę coś zmieni, jakoś negatywnie wpłynie na twoje kontakty, relacje, szkołę/pracę? Czy to, że ktoś powie „meh, spodziewałem się czegoś lepszego”, będzie tym, co będzie ci spędzać sen z powiek za 10 lat? (Szczerze wątpię.)

  • …to oklepane/wszyscy to lubią

W drugą stronę – interesujesz się „tym, co wszyscy”? To super, na pewno łatwo znajdziesz partnera do rozmowy! Często boimy się być wyróżnić, ale równie często boimy się być mało oryginalni. A co jest złego w tym, że ktoś lubi to, co kilka innych osób? No, słucham?

To, że coś ma wielu amatorów, oznaczać może, że a) jest naprawdę niesamowite b) jest łatwe do poznania. W obu przypadkach myślę, że to nie są argumenty, by to porzucać – w końcu, hej, lubisz to, więc czemu miałbyś przestać się tym interesować? Dziedzina zainteresowań to nie jest ciastko, że można je sobie polizać i zaklepać. Na szczęście jedną rzeczą może się interesować cała masa osób i nic sobie nie będą zabierać w tym temacie. Poza tym, lubienie popularnej rzeczy to świetna okazja, by zostać specjalistą w jej wąskiej dziedzinie. Prosty przykład: lubisz taniec? Znaj się najbardziej na jednym, dwóch stylach. Lubisz rysować? Możesz wybrać z portretów, martwej natury, karykatur, obrazów malowanych piaskiem… Na pewno wymyślisz jakąś wąską specjalizację dla siebie w swojej dziedzinie. 🙂

  • …to nic takiego

Wielu ludzi nie docenia siebie ani swoich dokonań. Tak, tak, wbrew pozorom po świecie nie chodzą sami zarozumialcy, a wielu z nas ma skłonności do niedoceniania siebie! Również w temacie zainteresowań. To trochę dziwne, nie sądzisz? Jak można zmierzyć, czy ktoś się interesuje czymś bardziej lub mniej od nas, lepiej czy gorzej – będziemy liczyć, ile czasu ktoś siedzi nad książką i czyta np. o tym PRze czy hodowaniu jeży? Ludzie kochani! Każdy interesuje się swoim na swój sposób, korzysta z różnych źródeł, różnie zdobytą wiedzę wykorzystuje. Jeden będzie tylko czytał i chłonął wiedzę z wybranego zakresu, drugi będzie o nim rozmawiać, trzeci robić projekty z tym związane, prelekcje, założy klub naukowy albo artystyczny… A wszystko to jest świetne. Bo nas rozwija. Bo dzięki temu nasi bliscy dowiadują się czegoś nowego. Bo dzięki nam szerzy się nie tylko wiedza, ale też energia, chęć działania. Nie ważne, co robisz, w jakiej dziedzinie – spójrz, ilu ludzi to porusza. Jeśli robisz wykład o grzybach, ludzie mogą pomyśleć „o, grzyby, ciekawe” albo „o, wykład, ciekawe, też zrobię wykład o czymś”.

Jeśli dajesz coś od siebie (a interesując się czymś i poszerzając swoją widzę oraz zwiększając umiejętności na pewno to robisz), to jest to warte opowiadania. Bez względu na to, ile czasu ci to zajmuje i czy inni znają się na tej dziedzinie lepiej.

  • …ja sam nie wiem, co w tym lubię

Ostatni problem. Niby coś nas interesuje, ale w sumie to nie wiadomo, co. No niby książki, ale nie wiadomo, czy czytanie, recenzowanie. Niby zwierzęta, ale nie wiadomo, czy ich leczenie, uczenie sztuczek czy psychika. Sama mam swoje hobby, pasje, zainteresowania, jak kto woli – nawet sporo. Ale część z nich się zmienia, nie jest precyzyjna. Chociażby psychologia – interesowała mnie od zawsze, ale teraz jestem w takim wieku, że widzę, jak jest to szeroka dziedzina. Interesuję się biznesem i doradztwem zawodowym, brandingiem, ale moje myśli krążą między teoriami i działami tej tzn. biznesowej a psychologią społeczną, a jeszcze… Okropnie czuję się z tym, że nie mogę jednoznacznie powiedzieć, który rejon mnie tu interesuje. I że nie robię nic wielkiego, bo jestem tylko biedną maturzystką i może nawet wcale się na studia o tym kierunku nie dostanę, tylko sobie o tym czytam studenckie podręczniki i magazyny popularnonaukowe; Ale interesuje mnie psychologia, to na pewno – a dzięki temu, że mnie ona interesuje, to dopiero może mnie zainteresować w niej coś szczególnego, czyli w sumie to dobrze, że nie podaję jednego konkretu, bo to mi nie zamyka oczu i nie zniechęca do szukania swojej ścieżki…?

 

Dajcie znać, dlaczego WY macie problem z nazywaniem swoich zainteresowań. 🙂 Kiedy to dla Was trudne? Gdy ktoś was o to pyta? A może gdy trzeba uzupełnić w CV rubrykę „zainteresowania” (mój brat miał z tym okropny problem)? Piszcie w komentarzach!

  • Ewa Wlaźlik

    Mam wiele zainteresowań i…. nie mam z nimi problemu. Jedne pogłębiam, dopieszczam, do innych podchodzę zaś z mniejszym powerem, ale są na liście mich zainteresowań.

    • Dzięki za komentarz! Fajnie, że masz taką równowagę i sama siebie nie ciśniesz, żeby we wszystkim być mistrzem. Są pasje większe i mniejsze. 🙂

  • Na szczęście nie mam takich problemów. Od zawsze wiem, co mnie pasjonuje i nawet jeśli zmienia się to na przestrzeni lat, to nigdy nie mam problemów z definiowaniem własnych zainteresowań. Za to miewam problem z ich nadmiarem 🙂

    • Zazdroszczę. 🙂 To też wymaga pewnej wiedzy – musisz się na czymś znać, żeby określić, co dokładnie cię kręci. To świetnie, że wiesz, co lubisz i nie boisz się o tym mówić – wobec tego powodzenia! I dzięki za komentarz. 🙂

  • Karolina Jarosz Bąbel

    Mój odwieczny problem, chciałabym za dużo na raz 😉 Tyle ciekawych rzeczy, czasu tak mało, a co na koniec wychodzi do niczego nie podchodzę w 100%. Jednak od jakiegoś czasu to zmieniam 😉

    • Znam to. Podziwiam, że próbujesz to zmieniać. I jak Ci idzie, jakie masz sposoby? 🙂

  • Anastazja Chmiel

    Oj tak! Nie potrafię mówić o moich pasjach jako o czymś ważnym. Przecież to takie nic i na pewno ktoś robi to lepiej, więc po co mam o kimś o tym mówić? To mój odwieczny problem 🙂

    • Jak to „nic”, skoro jednak „coś”? 🙂 Jak to się mówi, zawsze znajdzie się małe, azjatyckie dziecko, które jest lepsze od ciebie, ale trudno być najnajaj. Sama jestem/byłam/bywam perfekcjonistką, ale teraz myślę, że to, że ktoś robi coś lepiej, nie znaczy, że ja nie możesz powiedzieć „też to lubię”. Bo właśnie – interesuję się, czyli lubię, a nie, że jestem alfa i omega. To może być, ale nie musi. No i, hej, każdy gdzieś zaczyna – nie wiem, jak Ciebie, ale mnie to, że „ja nic takiego nie umiem” tylko motywuje, żeby czegoś się jeszcze nauczyć. 🙂
      Dzięki, że się podzieliłaś! Cieszę się, że nie tylko ja mam takie problemy. 😀 Chociaż w sumie to nie, nie cieszę się. To straszne, że nie sami siebie nie doceniamy! A przecież „nie popełnia błędów tylko ten, kto nic nie robi”…